Kiedy chodzimy po łące nie zastanawiamy się nad tym, co dzieje się pod naszymi stopami. Całkiem cicho i niepostrzeżenie rosną tam wielkie zasoby naszej matki ziemi, których używa ona do leczenia wszystkich, którzy zechcą posłuchać jej mądrości.
Zioła. To o nich mowa. Rosną sobie tak jakoś mimochodem, niby mrugnięcie okiem, nie dopominając się jakoś szczególnie o uwagę przechodniów.
Ostatniego lata obsadzono nimi moje miasto. Rosną na rabatkach, w donicach i na skwerkach… Mięta, melisa i szałwia… Cicho towarzyszą przechodzącym. I wyglądają niejednokrotnie jak chwasty, ale gdy ktoś zerwie listek powietrze natychmiast wypełnia się ich przecudownym aromatem.
Taka cicha obecność mądrości zamkniętej w małych listkach… w środku betonowego miasta…
